Nareszcie ferie

Mam już plany, by aktywnie spędzić ten wolny czas, jazda na sankach, nartach i może kulig uda się zorganizować. U nas w górach mamy dużo śniegu, więc i bałwany duże lepimy. W tym roku powstał Olaf – Gigant.

Wcześniej wspominałam o tym, że należę do regionalnego zespołu „Bystry Potok”. W okresie świątecznym mieliśmy występ, na którym zaprezentowaliśmy tańce, przyśpiewki i gwarę z naszego regionu – Spisza. Początkiem lutego weźmiemy udział w konkursie „Spiskie zwyki”, więc teraz intensywnie ćwiczymy pod okiem naszych opiekunek - Gosi i Kamili.

Pomimo siarczystych mrozów, na dobre rozpanoszyła się grypa. Wszyscy dookoła kaszlą, kichają i prychają. Ja na razie całkiem dobrze się czuję, być może szczepionka przeciw grypie działa. Niepokoi nas to, że pomimo iż dobrze wyglądam, dobrze się czuję, aktywnie spędzam czas, to spirometria „poleciała w dół”. Wyszło to na ostatniej wizycie w Rabce. Na słuchawkę czysto a zdjęcie rtg płuc gorsze niż ostatnio. Co prawda miałam zapalenie oskrzeli i problemy z zatokami, ale żeby aż tak wyniki odbiegały od tych sprzed trzech miesięcy? Mukowiscydoza jest nieprzewidywalna!

Niedawno oglądałam film „Cuda z nieba”, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Piękny, poruszający i dający nadzieję. Tak wiele momentów z filmu pokrywa się z wydarzeniami z mojego wczesnego dzieciństwa. Jedno zdanie wyjątkowo zapada w serce: „Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko”  Albert Einstein. Ja wybieram tę drugą…