Odwiedziło nas
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś31
mod_vvisit_counterWczoraj108
mod_vvisit_counterTen tydzień273
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień509
mod_vvisit_counterTen miesiąc1676
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc2575
mod_vvisit_counterWszystkie wizyty215593

Strona istnieje od:
05.01.2010

Kolporter RSS

Justynka z Kacwina

listopad 2012

     „Mamusiowe rozmyślanki”

     20 października minęły trzy lata odkąd Justynka jest z nami. Jak ten czas szybko leci. Nie tak dawno była taka maleńka, zdana tylko na lekarzy w Prokocimskim Szpitalu i „Szefa”, tego u góry. A teraz trzylatka tryskająca radością, rozsiewająca uśmiech dookoła, wnosząca w naszą codzienność milion megawatów pozytywnej energii. I gdy tak czasem spoglądamy na Nią jak śpiewa, tańczy wykonując przy tym swoje wymyślne układy choreograficzne, gdzieś w myślach snuje się  to okropne pytanie - Dlaczego ...?

     Justynka z niecierpliwością wyczekiwała swoich urodzin. No w końcu w tym wieku to już jest się świadomym z czym wiąże się bycie jubilatem czyli, że będzie przyjęcie urodzinowe, goście, balony, smakołyki i … prezenty.
 
     A wymarzonym w tym roku prezentem była „kuchnia”. Oczywiście taka do zabawy, bo Justynka uwielbia pomagać w przygotowywaniu posiłków choć wiadomo, że taka pomoc wiąże się każdorazowo z rozsypaną mąką, wylanym mlekiem czy grysikiem w cukierniczce. Ale co tam, ważne, że jest przy tym dobra zabawa no i oczywiście mnóstwo radości.
 
     Trafionym prezentem okazał się również latawiec, który musiał być szybko przetestowany na „górce” za naszym domem. A że pogoda była wietrzna, więc latawiec szybował „ wprost do aniołków”.
     Wracając do urodzin – na Justyśkę czekała jeszcze jedna, jakże ważna niespodzianka: na subkonto naszej córeczki wpłynęły pieniądze z Waszych odpisów 1% podatku. Pieniądze, które pomagają nam w jej codziennym leczeniu i rehabilitacji.
     Dziękujemy Wam Kochani, za to, że pamiętacie o naszej Justynce, że pomagacie nam przekazując na jej leczenie swój 1% podatku.
 
 

Wrzesień 2012 r.

Wrzesień 2012 r.

W ubiegłą niedzielę moi rodzice i siostra Julia wzięli udział w rajdzie - „Rowerem po głębszy oddech” organizowanym przez Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą w Rabce Zdroju. Celem rajdu było promowanie aktywnego stylu życia wśród chorych na mukowiscydozę.

Trasa rajdu wiodła ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru i z powrotem (ok. 20 km). Na starcie każdy uczestnik otrzymał plecak z wodą do picia, kask ochronny, dezynfekcję w żelu i inne upominki. W rajdzie uczestniczyło ok. 50 osób ( chorzy na mukowiscydozę, rodzice, rodzeństwo, pielęgniarki, fizjoterapeuta Artur , no i oczywiście nasz niezawodny- dr Pogorzelski. Po powrocie do Szczawnicy zapewniono obiad w restauracji, a następnie odbyło się losowanie trzech laptopów. I co się stało. Nie uwierzycie!!! Moja rodzinka została wylosowana i wróciła do domu z komputerem.

Oj nasłuchałam się od Julii jak było świetnie. Aż zazdrościłam, ale rodzice obiecali, że następnym razem zabiorą mnie ze sobą.

PS. Dziękujemy Pani Magdzie i wszystkim organizatorom rajdu za wspaniałą atmosferę, opiekę i organizację ( tj. wypożyczenie rowerów, obiady, upominki). DZIĘKUJEMY!!!

Kiedy Moja rodzinka zmagała się z trasą rajdu,  ja w tym czasie z Babcią Gienią i SUPER przyjaciółką Kamilą zrywałam i zajadałam sobie pyszne ...

 

sierpień 2012

 Sierpień 2012 r.

        Połowa wakacji za nami…, no i u mnie całkiem dobrze. Nie mam infekcji, problemów z brzuszkiem, przybieram również odpowiednio na wadze. Tegoroczne lato spędzam w domu, jednak na brak zajęć nie narzekam. Codziennie huśtawki, trampolina, spacery, spotkania z koleżankami; od czasu do czasu wycieczki rowerowe, kąpanie w mini basenie ogrodowym (oczywiście z czystą wodą), wyjazdy na festyny i imprezy pod gołym niebem, ogniska itd., itd.

        Miesiąc temu miałam wizytę kontrolną w Instytucie w Rabce. W wymazie gardła wyszła naturalna flora bakteryjna dróg oddechowych, ufff… można odetchnąć z ulgą. Za każdym razem, gdy mam to badanie, mama zastanawia się czy nie „urośnie” jakaś groźna bakteria, zwłaszcza „wszędobylski”  pseudomonas aeruginosa. Ale i tym razem jest OK, oby jak najdłużej.

        Muszę się pochwalić: Mam nowy inhalator, tzn. inhalatorek, bo jest bardzo mały w porównaniu z poprzednim. Gdy kurier przywiózł przesyłkę i mama pokazała mi nowy sprzęt, byłam wręcz oburzona jego „małością”. Po krótkim namyśle oznajmiłam mamie, że: „ Ja już jestem dużą dziewczynką i potrzebuję duży inhalator, a ten jest przecież dla małych dzieci”.  Ale mama wyjaśniła mi, że ten inhalator jest właśnie dla dużych dziewczyn, bo zmieści się w „dziewczyńskiej” torebce,  jest bezgłośny, można się inhalować w różnych miejscach np. w samochodzie czy ogrodzie, bo jest również zasilany bateriami, a co najważniejsze inhalacja trwa dużo krócej, nie tracąc na jej jakości. Dzięki, krótszym inhalacjom mam więcej czasu na zabawę, a dla dziecka które ma prawie  trzy latka jest to bezcenne! 

 

 

1%

Minął kolejny okres rozliczeń podatkowych. Dziękujemy wszystkim, którzy pamiętali o naszej Justynce i zdecydowali się nam pomóc przekazując na Jej subkonto 1% podatku. Podobnie jak w minionych latach przekazane środki wykorzystane zostaną na leczenie i rehabilitacje naszej córeczki.

 
Dziękujemy
Lidia i Stanisław Molitorys
„Dobroć serca jest tym,
czym ciepło słońca:
ona daje życie.”
                  (Henryk Sienkiewicz)
 

Marzec 2012

Wiosno, wiosno gdzie jesteś ….

Według kalendarza jest już wiosna, ale za oknami wcale jej nie widać. Chociaż kilka dni było  całkiem fajnych, znaczy się ciepłych i słonecznych. Mogłam już poczuć smak zabawy w naszym ogrodzie a co za tym idzie, wreszcie poskakać  na dużej trampolinie.

Ale znowu zrobiło się jakoś zimno, wiec siedzę i bawię się w domku.

Teraz czuję się dobrze.  Wyniki badań po wizycie u mojego doktorka w Rabce też są dobre. Ale  niedawno, a mianowicie  początkiem marca, niespodziewanie, z powodu silnych bólów brzucha i wymiotów znalazłam się na oddziale chirurgicznym w Szpitalu w Prokocimiu. Lekarze podejrzewali powtórną niedrożność.  Prawdopodobnie jelito cienkie przytkało się w miejscu zespolenia (jak zapewne pamiętacie, po urodzeniu przeszłam dwie operacje jelit i niestety niedrożności mogą nawracać). Lekarzom udało się udrożnić jelita za pomocą specjalnych wlewów.

 

Spotkałam tam moją koleżankę - Milenkę (na zd.), która również trafiła do szpitala zaraz po urodzeniu i przeszła podobną operacje jak ja. 
W szpitalu byłam pięć dni, przez cały czas pytałam: „ Gdzie mój domek?”. Raz nawet ubrałam czapkę z szalikiem i idąc korytarzem oznajmiałam wszystkim, że „wychodzę”. Na szczęście była ze mną mama, więc miał kto przytulić, gdy bardzo bolało. A gdy było nudno, to korzystałam z oddziałowego przedszkola, gdzie na chwilę zapominałam o swoim domu. A pani nauczycielka robiła wszystko by poprawić mi humor.

Po pięciu dłuuuuuugich dniach mogłam wrócić do domku, z zaleceniem: leczenie bez zmian, wizyta kontrolna 8 marca (wyszła dobrze) i dieta lekkostrawna ze względu na jelita. Natomiast moja choroba wymaga diety wysokotłuszczowej. I jak to wszystko pogodzić? Jakoś damy radę! Najważniejsze, ze jestem w domu z moją rodzinką.

Ps. Dziękuję personelowi oddz. IX w USD i moim „ciociom” z innych oddziałów, na które zawsze możemy liczyć.

 

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 9 z 13