Odwiedziło nas
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś24
mod_vvisit_counterWczoraj89
mod_vvisit_counterTen tydzień24
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień622
mod_vvisit_counterTen miesiąc2006
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc2969
mod_vvisit_counterWszystkie wizyty241587

Strona istnieje od:
05.01.2010

Kolporter RSS

Justynka z Kacwina

lipiec 2014

W dniach 19 – 20 lipca w Nowym Targu odbędzie się wielka impreza sportowa (turniej piłkarski oraz piknik rodzinny) „TATRY FOOTBALL CUP 2014”. Z dokładnym programem można zapoznać się na stronie: www.turniejowo.com

Ogromnym a zarazem miłym zaskoczeniem dla Mnie i mojej rodziny jest fakt, iż tegoroczna edycja „Tatry Football Cup” zagra nie tylko o puchary i medale, ale przede wszystkim zagra dla Mnie, aby mi pomóc w dalszym leczeniu i rehabilitacji. Ja również tam będę gdyż chcę wziąć udział w jednym z  konkursów „STRZAŁ DO BRAMKI” - DZIECI DO LAT 7”, do którego przygotowywałam się już od kilku dni. Jeśli nie masz pomysłów na weekend a chcesz aktywnie spędzić czas – Zapraszam !!!


12.06.2014 r.

Okiem Mamy…

W dniach 6-7 czerwca wraz z mężem brałam udział w XXVII Ogólnopolskim Szkoleniu połączonym z warsztatami dla członków rodzin i opiekunów chorych na mukowiscydozę. Jak co roku odbyło się ono w Falentach k. Warszawy i jak co roku Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą dołożyło wszelkich starań, by szkolenie to było na wysokim poziomie.   Nie ukrywam, że czekałam z niecierpliwością na ten wyjazd, a chęć poznania „nowinek” w leczeniu i rehabilitacji chorych na CF była ogromna.

W pierwszym dniu odbyły się warsztaty żywieniowe, fizjoterapeutyczne a także dotyczące zapobieganiu zakażeniom i dezynfekcji sprzętu. Wieczorem uczestniczyliśmy we mszy św. i wspólnie prosiliśmy Boga o opiekę nad naszymi dziećmi.

W sobotę od godz. 8 do 19 odbywały się wykłady dotyczące zagadnień związanych z chorobą m.in.: jak żyć z mukowiscydozą, stosowanie soli hipertonicznej, terapia inhalacyjna, żywienie w muko, zdrowe tłuszcze ( i wychodzi na to, że najlepszy jest olej rzepakowy, bo ma właściwe proporcje kwasów omega 6 do omega 3), cukrzyca, choroby nerek w mukowiscydozie i wiele, wiele innych. Wzięłam, też udział w warsztatach kulinarnych prowadzonych przez kucharza Jerzego i przedstawicielki firmy Nutricia (czuliśmy się jak w programie Master Chef). Nie ukrywam, że bardzo podobało mi się nasze wspólne kucharzenie a wskazówki i innowacyjne pomysły obiecuję wykorzystywać w mojej kuchni.

W niedzielę niestety nie mogłam wziąć udziału w wykładach, musiałam wrócić do domu…Strasznie nad tym ubolewałam, bo prowadził je m.in. dr Andrzej Pogorzelski.

Podczas drogi powrotnej w mojej głowie kłębiły się myśli: jak będzie wyglądało dalsze życie mojej małej córeczki, czy cukrzyca jest kolejnym punktem w jej życiu? Z badań wynika, że przy niewydolnej trzustce, problemami z wątrobą to już niedaleko…A osteoporoza?  Przy słabym wchłanianiu i jej krótkim jelicie…czy też ją nie ominie? A choroby nerek, a w konsekwencji ich niewydolność, która również występuje u chorych na mukowiscydozę… czy też ją to czeka? A co dalej z wątrobą, płucami? Czy kiedyś wynajdą skuteczny lek na tę chorobę? Jak poradzi sobie w szkole, czy pogodzi wszystkie obowiązki, czy rówieśnicy ją zaakceptują??????? Milion pytań naraz… odpowiedzi brak…

Życie z tą chorobą nie jest takie kolorowe jak może się wydawać. Chociaż  oglądając Justysię na zdjęciach, na których uśmiecha się od ucha do ucha… można tak pomyśleć. Jej życie to ciągła walka o każdy kolejny dzień bez bólu brzucha…, ciągła dyscyplina w codziennej żmudnej rehabilitacji… ciągłe wyliczanie zawartości tłuszczów w diecie, by zażyć odpowiednią dawkę enzymów trawiennych…, ciągłe unikanie bakterii…, ciągła podaż leków, od których nieraz chce się wymiotować…

Przygniatające jest czasem też to, że słyszy się od ludzi, którzy mają niewielką wiedzę na temat Jej choroby, że przesadzamy, że wyrośnie z tego, że nic jej nie jest, że wymyśliliśmy dziecku chorobę (…).

Czasem zastanawiam się nad tym, czy prowadząc stronkę Justynki w taki „optymistyczny”  sposób nie oszukuję sama siebie. Ale z drugiej strony łatwiej mi dodawać wesołe zdjęcia, pisać w imieniu Justynki prostym dziecięcym językiem, podnosić na duchu rodziców nowo zdiagnozowanych dzieci, którzy szukają w Internecie każdej informacji nt. Muko…. Łatwiej żyć ze świadomością, że daję dziecku namiastkę normalnego życia…

Dziś Justynka zapytała mnie: Mamo a czy ty jak byłaś mała to mogłaś bawić się brudnym piaskiem i wodą? Bo ja nie mogę, a tak bym chciała. Więc jutro rano mama pójdzie do sklepu i zakupi ze trzy kilo kaszy manny, przygotuje czysta wodę ( nie z kałuży jak to dawniej bywało) i zabawa będzie na całego.

Innym razem padło pytanie: Dlaczego ja ciągle i ciągle muszę się inhalować? – Bo wiesz Justynko… – Wiem mamo, w środku, w brzuszku gromadzą się takie „gluciorki”, a jak się inhaluję to one uciekają!!! Ech moja mądra dziewuszka!!! I jak tu nie pisać samych pozytywów.

Dzisiaj mam gorszy dzień. Czasem takie mnie dopadają, zamartwiam się „na zapas”, tylko po co? Jutro będzie lepiej, obiecuję!

A życie Justynki będzie SZCZĘŚLIWE,

wiem,

Matka Najświętsza czuwa ;)

 

czerwiec 2014

CZERWIEC 2014

Nareszcie kilka ciepłych dni. Myślę, że  chyba wszyscy mieli już dość tej deszczowej pogody. Cieszę się bardzo, ponieważ bardzo lubię przebywać na dworze, szczególnie w naszym ogrodzie gdzie mogę łapać, skakać, biegać, chować się i wiele innych „głupstewek” uprawiać.

Ale gdy padał deszcz i musiałam przebywać w domu, też nie próżnowałam.  Ja bardzo lubię pomagać mamie w kuchni, a zwłaszcza piec ciasta i ciasteczka. I tym razem moja pomoc okazała się niezbędna. Na deszczowy, zimny dzień ciasto drożdżowe z owocami… Oczywiście zapraszamy na kubek ciepłego kakao i kawałek pachnącego placka…

W minionym tygodniu odwiedziłam też w Rabce mojego Doktorka. Tam znowu czekał mnie zestaw badań do wykonania: wymazy, usg, spirometria. Tym razem obyło się bez płaczu, bo nie pobierali krwi…ufff. W tym dniu Pan Doktor miał bardzo dużo pacjentów, zresztą u niego zawsze są „tłumy”, bo to bardzo dobry lekarz i dodatkowo rozdaje lizaki. Jeśli chodzi o wyniki, to całkiem dobre pomimo moich problemów z wątrobą, o których pisałam wcześniej.

Muszę się również pochwalić konkursem plastycznym o Św. Janie Pawle II, w którym brałam udział i po prostu go  - WYGRAŁAM!!! Konkurs był organizowany przez naszego księdza proboszcza Mariana. Było bardzo dużo prac plastycznych wykonanych przez dzieci w różnym wieku.  Jury było bardzo wymagające. W jego składzie były dzieci ze szkoły podstawowej. Przyznano mi pierwsze miejsce w młodszej grupie wiekowej. Myślę, że to dzięki żywej kolorystyce, skomplikowanym kształtom, a już na pewno za sprawą błyszczącego brokatu… zresztą oceńcie sami.

W zeszłą niedzielę przy Gminnym Ośrodku Kultury w Niedzicy odbył się Festyn Rodzinny z okazji Dnia Dziecka. Ja również tam byłam z moja rodziną. Było wszystko to co uwielbiam, czyli wata cukrowa, lody i popcorn.  Było dużo różnych innych atrakcji i występów dzieci. Nawet moja Julka brała udział w pokazie mody. Niestety ja dużo nie oglądałam, bo byłam zafascynowana innymi atrakcjami a zwłaszcza jedną - dużą zjeżdżalnią.

 

kwiecień 2014

Kwiecień 2014

W pierwszy dzień wiosny odwiedziłam mojego Doktorka w Rabce. Po rozmowie z nim udałam się na badania. Tym razem tylko wymaz i spirometria, która nie jest łatwa do wykonania, zwłaszcza dla 4,5 letniego dziecka- takie słowa usłyszałyśmy od Pani Pielęgniarki, która pomaga prawidłowo wykonać to badanie. Jakież było jej zdziwienie, kiedy na komendę z całych sił dmuchałam w „rurę”, aż się fotel trząsł. Na koniec pogratulowała mi i stwierdziła, że jestem „Super-Dzielna Dziewczyna”. Z wynikiem wróciłyśmy do lekarza, był bardzo zadowolony. Oglądnął dokładnie mój brzuch, uszy, nos, gardło, osłuchał „badanką” po czym stwierdził: „ Oby tak dalej”. Usg brzucha nie miałam wykonane, więc nie wiadomo jak tam moja wątroba, ale na następnej wizycie to sprawdzimy.

Za każdym razem gdy jedziemy do szpitala, towarzyszy nam lęk przed tym czy mukowiscydoza poczyniła w moim organizmie kolejne uszkodzenia, jednak tym razem wracałyśmy do domu w dobrych nastrojach. Po drodze wstąpiłyśmy na małe zakupy, bo mama obiecała mi, że coś dostanę, jak będę dzielna… a ja w tym dniu marzyłam o piankach pieczonych na ognisku. Gdy w szpitalu o tym opowiadałam, to Panie Pielęgniarki były nieco zaskoczone moim pomysłem, pewnie nigdy nie jadły takiej „pianki-ciągutki-pychotki”. Obiecały, że wypróbują w najbliższy weekend.

Może wystarczy już pisania o szpitalu, teraz skupmy się na przyjemnych rzeczach, a mianowicie na Wielkanocy. Przed Niedzielą Palmową mama zrobiła palmy dla mnie, Julii i naszej kuzynki Iwonki. Jednak na tym się nie skończyło, bo gdy znajomi i sąsiedzi zobaczyli „nasze prace”, to wszyscy chcieli takie mieć…

Teraz już tylko czekajmy z radością na Zmartwychwstanie Pana, a ja wraz z moją rodzinką, życzę Wam na ten piękny czas:  dużo spokoju, wytchnienia i siły, by stawiać dzielnie czoła wszelkim przeciwnościom, które napotykamy na swej drodze…

Alleluja !!!

 

luty 2014

        LUTY 2014

        Dziwna jest tegoroczna zima, bardziej jak wiosna. Choróbska „szaleją” dookoła. Mnie też dopadło przeziębienie z potwornym katarem, bólem gardła i gorączką, oby na tym się skończyło. Teraz siedzę w domu i „się kuruję”.

        Tydzień temu spadło trochę śniegu, więc wykorzystałam to na zabawy na dworze.. Zjeżdżanie z górki nie tylko na sankach, ale też na  grubych, foliowych workach wypchanych sianem ( co jest rzadkością w tych czasach, ale dawniej dzieciaki tak właśnie się bawiły). To dopiero frajda. Bałwana też ulepiłam i to nie jednego, ale aż cztery- cała rodzina bałwanów.

        Zimową aurę wykorzystaliśmy również na organizację kuligu. Jak to już w zeszłym roku pisaliśmy, wystarczy szepnąć sąsiadowi i koń z saniami gotowy na wieczorną wyprawę uliczkami Kacwina. Ech… życie jest piękne!!!

        Do przedszkola niestety nie mogę chodzić, ale mimo wszystko czasem odwiedzam tam moich rówieśników. Lubię tam przebywać. Poznałam Natalkę, Maćka, Dawida, Darię, Zosię i inne dzieci… są bardzo koleżeńscy. Dzieci nie wiedzą co to jest mukowiscydoza, są zdziwione, kiedy dezynfekuję dłonie. Moja mama przygotowała zabawy zachęcające do częstego mycia rąk. Dzieci bardzo ochoczo wykonywały polecenia i wypowiadały się na temat higieny… Na koniec zajęć wszyscy kolorowaliśmy „śmieszne” bakterie i przyczepiliśmy je o dużej kartonowej dłoni. Było bardzo wesoło. Na pytanie: „Jak prawidłowo kaszlemy?” Wszyscy chórem kasłali w rękaw!  Kiedy „wydobrzeję” to na pewno znowu odwiedzę moich nowych, przedszkolnych przyjaciół.

 

        Ale teraz póki co, to muszą mi wystarczyć zabawy w domu. Pomysłów nam nie brakuje, zwłaszcza gdy odwiedza mnie kuzynka Iwonka. Na zdjęciu poniżej inscenizacja       „Czerwonego Kapturka”, gdy „doszlifujemy” już wszystkie szczegóły to zaproszę Was na przedstawienie. Uściski i buziaczki dla wszystkich.

 

grudzień 2013

Zima, zima, zima - Pada, pada …  Ja już zdążyłam pojeździć na sankach i ulepić dwa mini – bałwanki. Co prawda  śniegu nie ma jeszcze za wiele, ale tyle wystarczy by dobrze się bawić.
Niedawno odwiedziłam mojego doktora w rabczańskim szpitalu. Wyniki badań podobnie jak ostatnio: rtg klatki piersiowej wyszedł nieźle, badania krwi i moczu w normie, w wymazach z gardła i nosa – naturalna flora bakteryjna.  Niestety na usg brzucha, wątroba powiększona i jak już wcześniej pisałam niejednorodna, chyba już nie ma co liczyć na poprawę… ale załamywać się też nie ma co, przecież wiara czyni cuda ;).  Kontrola za jakieś dwa miesiące, oczywiście jak nic poważnego nie wyskoczy „po drodze”. Teraz to już tylko czekać na święta…
No właśnie święta, ale zanim nadejdą, to trzeba przeżyć adwent. Moja siostra Julia chodzi na roraty z lampionem, ja niestety nie, bo mama twierdzi, że jeszcze jestem za mała. Poza tym panuje okres „chorobotwórczy”, więc trzeba uważać, żeby nie złapać czegoś poważnego, no i trzeci argument to pobudka o piątej rano, a ja niestety lubię pospać! Więc pozostało mi oczekiwanie na Jezuska w domu. A żeby ten czas był bardziej dla mnie zrozumiały rodzice zrobili z tektury i papieru pakowego „schodki z nieba”. Codziennie przekładam Jezuska o jeden stopień niżej, by na końcu adwentu umieścić go w żłóbku.
Mama wykonała nam też takie śmieszne  kalendarze – Mikołaje. Codziennie obcinamy im po kawałku brody i tak aż do świąt. Łatwiej zrozumieć, ze Boże Narodzenie już się przybliża.
W dniu 6.12.2013 r.  wieczorem, wyobraźcie sobie, że odwiedził mnie Św. Mikołaj. W tym roku również nie zapomniał o Mnie. Byłam trochę onieśmielona jego wizytą. Trochę nawet się go bałam, ale w końcu dostałam od niego tak wyczekiwaną paczkę, w której było mnóstwo prezentów.
 

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 6 z 14