Odwiedziło nas
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś34
mod_vvisit_counterWczoraj89
mod_vvisit_counterTen tydzień34
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień622
mod_vvisit_counterTen miesiąc2016
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc2969
mod_vvisit_counterWszystkie wizyty241597

Strona istnieje od:
05.01.2010

Kolporter RSS

Justynka z Kacwina

Grudzień 2014

        „Święta za pasem” …

       Bardzo lubię świąteczny czas. Chyba wszyscy go lubią. Zapach pierników, cynamonu i mandarynek – bezcenny!

       W tym roku pierwszy raz uczestniczyłam w roratach ( pobudka o 5:30). Lampion w dłoń i naprzód.

       Do szkoły zabrałam schodki adwentowe. Codziennie grzeczne dziecko znosi Jezuska o jeden stopień niżej, by w wigilię mógł spocząć na miękkim sianku w żłóbku. Mnie też spotkał ten zaszczyt.

       Jest taki jeden dzień w roku gdy św. Mikołaj rozdaje prezenty grzecznym dzieciom. U nas również był i każdemu dał prezent . I nawet pani Marcie też :-) !!!

       Kilka dni temu wystawiliśmy klasowe Jasełka dla naszych rodziców. Ja odgrywałam rolę anioła.  Nie ukrywam, że było to dla mnie wielkie przeżycie . Ten występ był to mój debiut wiec emocje były ogromne. Bardzo ten występ przeżywałam i to do tego stopnia, że według relacji moich rodziców nawet w nocy, dzień przed występem, we snie recytowałam całą swoją  rolę, która brzmiała tak: „ Posłuchajcie pastuszkowie -  ważną dla Was mam nowinę. Narodził się Pan Zbawiciel  - Boską witać czas dziecinę”. Występ  udał się i bardzo podobał się naszym rodzicom bowiem otrzymaliśmy wielkie brawa a nawet worek cukierków od Pani Dyrektor . Na zdjęciu wszyscy aktorzy tego spektaklu – koleżanki i koledzy z mojej  wspaniałej klasy „0”.

 

jesień 2014

       Jesień 2014

       Dwa miesiące szkoły za nami…I przez większość tego czasu miałam obfity katar i więcej kaszlałam. Moja odporność nie jest taka jak u zdrowych dzieci, łapię infekcje bardzo szybko a leczenie trwa dużo dłużej niż u moich rówieśników. Mama miała obawy czy ta „niegroźna” infekcja nie przerodziła się w coś poważnego, więc zabrała mnie do Rabki. Dr Pogorzelski po osłuchaniu stwierdził, że płuca czyste, spirometria też w porządku. Pobrano mi wymazy z nosa i gardła… z których urosła tylko naturalna flora bakteryjna, więc rodzice odetchnęli z ulgą.

       Jestem już pięciolatką!!! Urodziny odbyły się w miłej atmosferze w gronie najbliższych. Dekorowaniem tortu zajęłam się sama…uwielbiam pomagać mamie w kuchni. Jednak odkąd chodzę do szkoły, to mam trochę mniej czasu na ulubione zajęcia, a wieczorem to już „padam z nóg” ze zmęczenia.

       Za nami już Wszystkich Świętych, pogoda dopisała więc byłam z rodzinką na cmentarzu. Z moją klasą też udaliśmy się na groby. Zapaliliśmy znicze, wspólnie pomodliliśmy się za zmarłych nauczycieli, Nieznanego Żołnierza i wszystkich, których groby znajdują się na naszym cmentarzu.

      Złota polska jesień trwa… pogoda sprzyja spacerom i zabawom na świeżym powietrzu. Ja tez korzystam z tej słonecznej aury…a takie błękitne niebo to  chyba tylko w Kacwinie!!!

 

wrzesień 2014

      „Chodzę do szkoły różne stopnie zbieram (…)”

     Rozpoczęcie edukacji szkolnej jest nowym etapem w moim życiu, nieznanym mi dotąd. Nowe koleżanki i koledzy, nowa wychowawczyni, nowy budynek, nowe zasady… wszystko nowe! Ale jakże ciekawe.

      Mój dzień wygląda teraz nieco inaczej, grafik mam bardzo napięty. Rano pobudka najpóźniej o 6:30, bo później ciężko zdążyć ze wszystkim. Następnie inhalacja, drenaż, płukanie nosa… rehabilitacja zajmuje najwięcej czasu. Potem obfite śniadanie i dawka leków. Dalej mycie, ubieranie i wyjście do szkoły. Możemy schodzić się do 8:30, więc nie jest  źle. Moja wychowawczyni Pani Marta poznała „tajniki” mukowiscydozy i bardzo dba o to, byśmy przestrzegali zasad higieny. Zwraca uwagę na mycie i dezynfekcję rąk: po skorzystaniu z toalety, przed jedzeniem, po „wydmuchaniu” nosa. Pilnuje, by dzieciaki prawidłowo zasłaniały buzie przy kaszlu, czy kichaniu. Wszystko po to, by zarazki nie panoszyły się po naszej klasie.

      Codziennie mamy czas na pracę przy stolikach, malowanie, zabawy ruchowe, ale także zabawy dowolne…bo jak wiadomo 5-latki uwielbiają się bawić. A kiedy już nie mamy zapału do pracy z książką, to Pani zabiera nas na spacer lub plac zabaw, by nas trochę dotlenić. Szkoła to fajne miejsce, lubię tam chodzić , oby jak najdłużej omijały mnie choroby.

      W niedzielę 7 września rodzice i moja siostra wzięli udział w rajdzie „ Rowerem po głębszy oddech”. Trasa wiodła jak w poprzednich latach ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru i z powrotem. Tym razem wszyscy uczestnicy byli bardziej widoczni, gdyż mieli przywiązane do rowerów białe baloniki z napisem „mukolife”. Przechodnie zwracali uwagę na szpaler rowerów ciągnący się na kilkadziesiąt metrów, robili zdjęcia, filmowali…a niektórzy wołali: „wesele jedzie” J . Zresztą oceńcie sami czyż to nie był piękny widok!

 

     A na koniec zdjęcie z wycieczki do parku linowego. Bardzo ważne jest w mojej chorobie,  by spędzać czas aktywnie. Pogoda piękna, więc należy ją wykorzystać z jak najlepszym pożytkiem dla nas. W następny weekend może wycieczka rowerowa albo spacer do lasu, oby słońce nas rozpieszczało jak najdłużej.

 

lato 2014

       Wakacje 2014

       Lato dobiega końca, za kilka dni rozpoczęcie roku szkolnego. Dla mnie będzie to wyjątkowy dzień, bo zaczynam szkołę. O wrażeniach napiszemy następnym razem, bo na razie to tylko wyobrażam sobie jak to będzie. Ale póki co to wakacje jeszcze trwają, więc kilka zdań na ten temat. Wszystko byłoby ok, gdyby nie ta deszczowa pogoda. U nas w górach codziennie padało. Tylko  kilka dni było ładnych, ze słońcem i wysoką temperaturą. Ja wraz z rodzinką przez tydzień korzystałam z iście tropikalnych upałów nad morzem w Chorwacji.

       Było wspaniale. Nareszcie mogłam popluskać się w wodzie ( jak już wcześniej pisaliśmy baseny i jeziora odpadają ze względu na obecność pseudomonasa). Adriatyk jest mocno zasolony, więc ryzyko zakażenia tą bakterią jest dużo mniejsze.

       Najwięcej czasu w ciągu dnia spędzaliśmy na plaży,  wieczorami urządzaliśmy kilkukilometrowe spacery, a przed snem wspólne gry i zabawy.  W między czasie musiałam niestety znaleźć czas na inhalacje, drenaże i  ćwiczenia oddechowe - nasz „chleb powszedni”.

       Z wakacji przywiozłam całe mnóstwo ciekawych wrażeń oraz ogromną kolekcję kolorowych kamyków i muszelek, które sama wyławiałam z wody.
 

Piknik 2014

Słoneczny Piknik

Całą niedzielę 20 lipca spędziłam na Pikniku Piłkarskim w Nowym Targu. Atrakcji nie brakowało: dmuchane zjeżdżalnie, kule na wodzie, trampoliny, piłkarzyki–giganty  i wiele innych. Co prawda nie skorzystałam z wszystkiego a zwłaszcza z atrakcji wodnych, które niestety muszę omijać z obawy przed możliwymi bakteriami, a które w przypadku mojej choroby mogą być dla mnie bardzo groźne.  Pomimo tego i tak było wspaniale.

W trakcie trwania imprezy odbywały się różne  konkursy sportowe. Ja wzięłam udział w konkurencji „STRZAŁ DO BRAMKI”. Dobrze mi szło, bo za każdym razem trafiałam do bramki, ale gdy trzeba było oddać strzał „górą”, tzn. by piłka nie dotykała ziemi okazało się, że są lepsi ode mnie, zwłaszcza chłopaki, którzy piłkę mają „we krwi” i niestety odpadłam z konkurencji. Ale grunt to dobra zabawa, a nie wygrana.

Jak już wcześniej pisałam, podczas tegorocznego pikniku „Tatry Football Cup” miała się odbyć zbiórka pieniężna z przeznaczeniem na moje leczenie. I tak się stało. Wolontariusze z Łapsz i Niedzicy cały dzień na rynku w Nowym Targu kwestowali a prowadzący licytowali gadżety piłkarskie, z których dochód również zasili moje subkonto w PTWM w Rabce Zdroju. Miłym zaskoczeniem okazał się fakt, że  tego samego dnia, podczas trwania imprezy „Wielkie Granie Na Spiszu” w Łapszach Niżnych również odbywała się kwesta by pomóc Mi w walce z chorobą.


Tego dnia wieczorna inhalacja i drenaż musiały się odbyć w warunkach samochodowych. Mama nie odpuści ani razu ale ja wiem, że to dla mojego dobra.

Impreza skończyła się ok 20:30- losowaniem nagród. Dotrwałam do końca – zmęczona wrażeniami,  upałem ale szczęśliwa, że są wśród nas ludzie, którzy rozumieją moją chorobę i wyciągają ręce proponując swoją pomoc.

Pragnę Podziękować Wszystkim, dzięki którym odbyły się te dwie wielkie imprezy, Sponsorom i Patronatom. Dziękuje tym, którzy zakupili cegiełki, którzy licytowali piłkarskie gadżety, Pani Kasi i jej rodzinie, która tak dzielnie walczyła o koszulkę Realu Madryt z autografami piłkarzy tego klubu,

Dziękuję Panu Janowi Kowalczykowi – Prezesowi Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej, autorowi pomysłu akcji charytatywnej( na zd.po lewej)

Dziękuję wolontariuszom Stowarzyszenia Młodzież i Dzieci Spisza, którzy przez całe dwa dni pomagali w upale, by wszystko sprawnie przebiegało.

Ale szczególne  - WIELKIE DZIĘKUJĘ !!!, z wyrazami uznania za trud włożony w przygotowanie pikniku, za zrozumienie i modlitwę – kieruje do Pana Grzegorza Hajnosa, gospodarza  i organizatora „Tatry Football Cup” ( na zd.po prawej).

 

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 5 z 14