Odwiedziło nas
mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDziś16
mod_vvisit_counterWczoraj36
mod_vvisit_counterTen tydzień228
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień588
mod_vvisit_counterTen miesiąc1930
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiąc4375
mod_vvisit_counterWszystkie wizyty235994

Strona istnieje od:
05.01.2010

Kolporter RSS

Justynka z Kacwina

Jesień 2017

Chodzę do szkoły, różne stopnie zbieram: szóstki i piątki, i ….

Jestem już drugoklasistką. Mam nieco więcej nauki, jednak zawsze znajdę czas na rozwijanie wyobraźni podczas spontanicznych zabaw. Jednego dnia jestem jurorem podczas Międzynarodowego Dnia Wynalazków, innym razem właścicielem stadniny koni lub szefem kuchni w wykwintnej restauracji. Pomysłów mi nie brakuje. Każdego dnia moja fantazja przenosi mnie w „inny świat”. Lepszy świat.

Dopóki pogoda była ładna, omijały mnie infekcje, jednak wraz z śnieżno-deszczową aurą złapałam kaszel, katar z podwyższoną temperaturą. Dzięki intensywniejszej fizjoterapii, udało się opanować sytuację.

Miałam również problemy z układem pokarmowym. Silne wymioty, ból, wzdęty brzuch. Objawy jak przy niedrożności jelit. Całą noc trwała „batalia” , by chociaż na chwilę ból minął. Mama po raz kolejny zaczęła pakować nas do szpitala, bo wydawało się, że bez Prokocimia się nie obejdzie. Zasnęłam dopiero o 5 rano, przespałam trzy godziny i jelita ruszyły. Kamień z serca…

A tak poza tym, to funkcjonuję jak każdy dzieciak. Wzięłam udział w dwóch rajdach rowerowych. Jeden na trasie Kacwin-Niedzica, drugi w Białce Tatrzańskiej. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe medale i drobne nagrody.

Uczestniczyłam również w szkolnym pochodzie Świętych w przebraniu mojej patronki - Św. Justyny.

Z okazji Święta Niepodległości, wzięłam udział w Gminnym Konkursie Pieśni Patriotycznej. Zajęłam II miejsce w kategorii wiekowej kl.0-III z piosenką „Kolęda warszawska- 1939”. Tak mnie ujęła za serce ta smutna piosenka, że musiałam ją zaśpiewać. Nie spodziewałam się miejsca na podium, bo tak naprawdę  nie ważne, które miejsce się zajmie, ważny jest już sam udział dzięki któremu możemy wyrazić nasz patriotyzm. W komisji zasiadła m.in. Pani Małgorzata Babiarz z zespołu Megitza Trio. Gdy podeszłam do niej po autograf, powiedziała do mnie: „Nasza Gwiazda” – widocznie spodobało się jej jak śpiewałam.

Tak, to był wyjątkowy dzień.

 

Lato 2017

Ach co to było za lato…

W te wakacje odwiedziła nas Ciocia Aga i Wujek Maciek, to były niezapomniane 3 tygodnie. Codziennie tyle się działo: wspólne ogniska, spacery, rowery i wspólny wyjazd do Chorwacji. Było wspaniale. W ciągu dnia kąpanie w morzu, wieczorami koncerty, gry i zabawy na tarasie no i oczywiście wygłupy ( Ciocia była mistrzem żartów). Któregoś dnia przegrała zakład, więc musiała zaśpiewać piosenkę na tarasie, tak żeby przechodnie słyszeli. Podeszła do barierki i na cały głos śpiewała „Orawa, Orawa, na Orawie ława…” Choreografia też była. Mówię Wam kapitalnie to wyglądało. No ale zakład to zakład.

Udało nam się pojechać do Bośni i Hercegowiny, a dokładnie do Medjugorie. Nie ukrywam bardzo przeżyliśmy tę wyprawę. Każdy z nas wspinając się po wielkich kamieniach na górę, zanosił swe podziękowania i prośby do Maryi.

W to lato dwa razy odwiedziłam mojego Doktorka w Rabce. Za pierwszym razem miałam problemy z brzuchem. Zaczęło się już pod koniec roku szkolnego. Brzuch bolał coraz częściej, nieraz musiałam się położyć do łóżka i zażyć środki przeciwbólowe. Po wizycie w szpitalu i włączeniu odpowiedniego leczenia, objawy ustąpiły. Mogłam w pełni cieszyć się wakacjami…

Z ochotą wzięłam udział w akcji „Odlottowa jazda z Oshee” i zbierałam kilometry dla PTWM-u. Namówiliśmy do wspólnej jazdy wielu znajomych i razem „kręciliśmy” kilometry dla naszej fundacji.

Tyle działo się w te wakacje. Zwieńczeniem wolnych chwil był emocjonujący „Bieg po oddech” w Zakopanem. Ja również wzięłam udział w 5kilometrowym wyścigu, a wraz ze mną moja drużyna i wolontariusze z gimnazjum. Brak słów by opisać te wszystkie pozytywne emocje, które nam towarzyszyły: podczas przekroczenia linii mety, otrzymania medali, wspólnych zdjęć z Justyną Kowalczyk. Pomimo deszczu i niskiej temperatury uśmiechy nie znikały z naszych twarzy. I to było najpiękniejsze…uśmiech na każdej buzi.

Chcę Wam wszystkim podziękować:

-mojej drużynie, która dumnie nosiła na piersi naklejkę z moim imieniem i dopingowała mnie ze wszystkich sił;

-wolontariuszom, którzy w deszczu stali kilka ładnych godzin i ochoczo pomagali;

-Państwu Danucie i Janowi Pacyga za udostępnienie dwóch busów niezbędnych przy transporcie wolontariuszy i mojej ekipy;

-…i przede wszystkim Polskiemu Towarzystwu Walki z Mukowiscydozą, za „kawał” dobrej roboty

 

lipiec 2017

..., Wakacje znowu są.

Nareszcie wakacje! Rok szkolny zakończyliśmy bardzo uroczyście. Podczas akademii rozdano nagrody książkowe i świadectwa. Ja również otrzymałam nagrody za moją całoroczną pracę. Choć i tak największą nagrodą są dla mnie wakacje i wolny czas.

W tym roku przepadły mi trzy wycieczki klasowe, powodem były infekcje. Nie korzystałam też z cotygodniowych wyjazdów na baseny. Smuciło mnie to, że przez chorobę nie mogę pojechać, że mam mnóstwo ograniczeń, więc rodzice zabrali mnie i Julię do Energylandii ( nie ukrywam, że było to moim marzeniem). Wspólną zabawę zaczęliśmy na „spokojniejszych” atrakcjach, by potem stopniowo zwiększać poziom adrenaliny na bardziej ekstremalnych kolejkach. Mama trochę się denerwowała, czy mi się coś nie stanie, czy będę mogła złapać oddech, ale ja radziłam sobie świetnie.

Rodzice wzięli udział w ogólnopolskim szkoleniu w Falentach organizowanym przez Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą. Wrócili „naładowani” nowymi umiejętnościami i jeszcze większym zapałem do walki z moją chorobą. Mama od zaraz przystąpiła do testowania na mnie nowych technik drenażowych z pozytywnym skutkiem.
Jednak wszystko byłoby super, gdyby nie częste bóle brzucha. W lipcu wybieram się do szpitala, by sprawdzić czy coś złego się nie dzieje. Po powrocie napiszemy o moich wynikach.
Życzę Wam mnóstwo radości w te wakacje i wykorzystajcie je najlepiej jak się da…


 

Maj 2017

Witaj Maj, …

Gdy nadchodzi maj, a z nim piękna pogoda, to chyba wszyscy uczniowie myślą już o wakacjach. Przynajmniej ja tak mam.

Szkołę też bardzo lubię, zawsze dzieje się coś ciekawego. Przykładem na to jest udział mojej klasy w projekcie „Mały Mistrz” . Polega on na tym, że przez całe kształcenie zintegrowane zdobywamy sprawności m.in. z lekkoatletyki, narciarstwa, tańca, jazdy na rowerze. Trenujemy przez kilka lekcji, a potem Pani nas „egzaminuje”. Trochę martwiłam się sprawnością pływaka, ponieważ ja nie korzystam z basenów, jednak Pani obiecała, że zaliczy mi pływanie w morzu.

W-f i zajęcia ruchowe mam pięć razy w tygodniu, to bardzo ważne w moim przypadku, choć czasem ubolewam nad tym, że nie ma dnia w którym można założyć sukienkę czy po prostu zwykłe dżinsy, bo ciągle dresy.

W domu również mama funduje mi sporo ruchu: trampolina, rower, piłka gimnastyczna. Ostatnio nawet bieganie, choć nie lubię długich dystansów. Muszę jednak przygotować się na tegoroczny „Bieg po oddech”, bo chcę wziąć udział z moja rodzinką i znajomymi.

Mieszkam w takim miejscu ( rodzice śmieją się, że na końcu świata), gdzie jest sporo tras do wędrowania. Nieraz bierzemy plecak i wyruszamy na dłuższy spacer polną drogą.

Mam kilka zdjęć mojego autorstwa z jednej z wypraw. Gdy oddalam się od całego zgiełku codziennego życia, dostrzegam małe stworzonka, rośliny, śpiew ptaków…warto czasem zatrzymać się i nacieszyć pięknem przyrody.

 

Marzec 2017

Marzec 2017

Zima już dobiega końca, w sumie to dobrze bo dużo chorowałam w tym okresie. Całe ferie spędziłam w domu z zapaleniem oskrzeli. Zajęcia szkolne też musiałam często opuszczać z powodu złego samopoczucia. Gdy „wyzdrowiałam” to zdążyłam zaliczyć sporty zimowe, mimo iż śniegu nie było już za wiele.

Byłam z moją szkołą  na wycieczce w Zakopanem.  Śnieżny labirynt  był już nieczynny, ponieważ część ścian zawaliła się. W zamian za to poszliśmy na tor pontonowy, do mini –zoo,  muzeum figur woskowych i „odwróconego” domu.

Przed odwilżą zdążyłam zobaczyć rzeźby lodowe na górze Hrebienok w Tatrach słowackich, czułam się tam jak Elsa z Krainy Lodu.

Na zakończenie karnawału w szkole odbył się bal przebierańców. Długo zastanawiałam się nad kostiumem, nie chciałam być w tym roku księżniczką czy jakąś inną dziewczęcą postacią, więc zostałam…Minionkiem.

Byłam w Rabce u mojego Doktorka. Podczas wcześniejszej wizyty spirometria wyszła bardzo słabo, więc chcieliśmy sprawdzić czy dalej spada. Tym razem wyszło „o niebo lepiej”. W wymazie znów gronkowiec, tak się do mnie przyczepił, że ciężko się go pozbyć.

Odwiedziłam też okulistę, ponieważ łzawiło mi jedno oko. Mama podejrzewała, że przytkał się kanalik łzowy. Pani doktor stwierdziła, że to zapalenie, przepisała krople, a po sprawdzeniu wzroku okazało się, że łzawiące oko jest słabsze i muszę nosić okulary korekcyjne.

 

<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 13